wtorek, 26 lutego 2013

"Szkoła strachu" Gitty Daneshvari

Kupiłam tą książkę dawno, dawno temu pod wpływem impulsu, wydając na nią ostatnie swoje oszczędności. Od tamtej pory stała sobie na półce zbierając kurz, a ja jakoś nie mogłam się za nią zabrać...

"Szkoła Strachu" to pierwszy tom cyklu dla tych, którzy przekonali się, co to strach i lęk, i tych, którzy nie chcą się już więcej bać.

Poznajcie Lulu - dwunastoletnią dziewczynkę z chorobliwą klaustrofobią, Madeleine - dwunastolatkę pogrążoną w oparach środków owadobójczych, dwunastoletniego Theo przerażonego wizją śmierci bliskich mu osób oraz Garrisona - trzynastolatka, któremu na myśl o wodzie robi się słabo. Cała czwórka trafia na letni obóz do Szkoły Strachu, która swoimi niekonwencjonalnymi metodami potrafi wyleczyć z każdej fobii. Niewiele osób o niej słyszało, gdyż istnienie szkoły objęte jest najściślejszą tajemnicą. Dzieci trafiają do instytucji pełne obaw - nie wiedzą bowiem co może je czekać...

Właściwie wykorzystana wyobraźnia może nas przygotować do wielu życiowych trudów.

Wiedziałam! WIEDZIAŁAM! - chciałam entuzjastycznie krzyczeć czytając zakończenie, jednak nie mogłam tego uczynić, gdyż myśl o takim przebiegu zdarzeń pojawiła się w mojej głowie raz i to dosłownie na kilka sekund. Muszę powiedzieć, że ta książka kompletnie mnie zaskoczyła! Oczywiście w pozytywnym znaczeniu tego słowa.
Szkoła Strachu posiada tak ogromną dawkę humoru, że nie sposób się od niej oderwać. Można by pomyśleć, że przytłaczające fobie bohaterów będą nużące i denerwujące, jednak autorka świetnie poradziła sobie z tematem. Błyskotliwe żarty oraz niepowtarzalne postacie, to coś czego wam w tej książce z pewnością nie zabraknie.

Widzę, że jesteś irytujący, i to przez duże "I", a może nawet dużą resztę lister. Nieważne już, sama zbyt się poirytowałam, żeby wyjaśnić, jaki jesteś irytujący...

Pierwszą postacią, którą polubiłam była Lulu. Klaustrofobiczna dziewczynka kupiła mnie swoją bezpośredniością, szczerością i wrednością. Następnie urzekł mnie Garrison, jednak gdy poznałam panią Wellington...
Pani Wellington jest nauczycielką w Szkole Strachu - gdzie mieszka wraz z Schmidty'm. Oboje są osobami w podeszłym wieku, nie są idealni, a wręcz nie brakuje im wad. Mimo wszystko te postacie absolutnie mnie oczarowały! Nie pamiętam kiedy ostatnio tak dobrze się bawiłam czytając książkę; nie potrafiąc powstrzymać śmiechu pochłaniałam kolejne przygody dzieciaków, poznawałam kolejne szalone pomysły pani Wellington. Uwielbiam tą staruszkę!

Jedyne zdobycze techniki, jakie toleruję w tym domu, to bieżąca woda i elektryczność, a to tylko dlatego, że w tej pierwszej piorę perukę, a przy użyciu tej drugiej ją suszę.

Zakończenie, o którym już wspominałam, jest zaskakujące, jednak pasuje w całości do utworu. Książkę czyta się bardzo szybko i jest idealnym sposobem na poprawę humoru w chłodne zimowe dni oraz oderwanie się od szarej rzeczywistości.

Podoba mi się sam wygląd telefonu - odrzekła dyrektorka. - Poza tym lubię raz na jakiś czas zadzwonić do siebie i sprawdzić, co u mnie, jak tam moje emocje.

234 STRON
2,5cm GRUBOŚCI

niedziela, 24 lutego 2013

"Opowieści grozy wuja Mortimera" Chris Priestley

Kolejna książka, która trafiła do mnie zupełnie przypadkiem. Pewnego dnia szukając tanich, ciekawych książek napatoczyłam się na nią i pomyślałam: czemu nie?

Droga do domu wuja Mortimera wiodła przez niewielki las. Ścieżka wiła się między drzewami niczym wąż kryjący się w gęstych zaroślach, a choć nie była długa, ta część wyprawy zawsze wydawała się trwać dłużej, niż mógłbym przypuszczać.

Opowieści grozy wuja Mortimera opowiadają o małym chłopcu, Edgarze, który podczas swoich ferii odwiedza wuja Mortimera słuchając jego niesamowitych historii. Mortimer jest starym człowiekiem zamieszkującym zaniedbaną, gotycką posiadłość. Salon - w którym gości Edgara - przepełniony jest przeróżnymi przedmiotami, które z pozoru nie są ani cenne, ani piękne, ani przydatne.
Razem z chłopcem poznajemy kilka mrocznych historii opowiadanych przez wuja.

- Czy żyje tu ktoś oprócz ciebie, wuju? - spytałem nieśmiało.
- Żyje? - powtórzył dziwnym tonem wuj. - Nie, Edgarze.

Zaczęłam czytać tą książkę sobotnim popołudniem i muszę przyznać, że wątpiłam w nią troszkę. Uznałam, że lepiej będzie zostawić ją na noc, kiedy cisza i ciemność mieszkania dostarczą klimatu... Zaczytując się po północy trafiłam na moją piętę achillesową - duchy. Nie mam jakiejś fobii na tym punkcie, jednak nie lubię tego tematu, a nie jest tajemnicą, że nie trudno jest mnie przestraszyć. I w tym momencie muszę przyznać, że kilka opowieści przyprawiło mnie o szybsze bicie serca.

Uważasz zatem, że istnieje granica wieku, powyżej której stajemy się odporni na lęk?

Mimo wszystko większość historii przypadła mi do gustu i niektóre nawet bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły. Po zakończeniu - przyznam szczerze - spodziewałam się trochę więcej, jednak nie jest złe chociaż przewidywalne (przynajmniej do pewnego stopnia).

Każdy przedmiot ma swoją historię. (...) Podobnie jak każdy człowiek.

Rozejrzałam się po lekturze po swoim pokoju i aż mi się smutno zrobiło, że żaden z przedmiotów w nim się znajdujących nie ma chociaż w połowie tak fascynującej historii jak przedmioty wuja Mortimera.

Obawiam się, że naprawdę musisz już iść, Edgarze (...). Po zapadnięciu zmroku nie spodoba ci się tu.

Podoba mi się ta książka i polecam ją wszystkim, którzy szukają czegoś lekkiego do poczytania na zimowy wieczór.

215 STRON
1,5cm GRUBOŚCI

sobota, 23 lutego 2013

"Diuna" Frank Herbert

Będąc niedawno w księgarni znalazłam tę książkę...
Jednak to nie ja ją wybrałam. To ona wybrała mnie.

Głęboko w ludzkiej podświadomości tkwi przemożna potrzeba logicznego, mającego sens wszechświata. Ale rzeczywisty wszechświat jest zawsze o krok poza logiką.

Diuna jest pierwszym z sześciu tomów Kronik Diuny.

Diuna
 jest doskonałą reprezentantką swojego gatunku. Fantastyką na naprawdę wysokim poziomie. Frank Herbert zaprasza nas do świata, który jest zupełnie inny od tego, który znamy; w którym życie wydawać się może czystą abstrakcją...

Arrakis (Diuna), jest pustynną planetą, na której najcenniejszą rzeczą jest woda. Na Arrakis nigdy nie pada deszcz. Brak tam znanej nam roślinności, a oczy jej mieszkańców nigdy nie ujrzały rzek. Życie tam wydaje się koszmarem. Ludzie poruszają się w specjalnie zaprojektowanych ubraniach odzyskujących wilgoć z ich ciał. Wodę pozyskuje się z każdego możliwego źródła. Diuna jest również jedynym we wszechświecie źródłem melanżu, czyli przyprawy o życiodajnych właściwościach.
Na planetę z Kaladanu (planety podobnej do Ziemi), przybywa ród Atrydów, który ma objąć nad nią władzę. Nowych mieszkańców Arrakis czeka jednak wiele problemów. Szybko okazuje się, że radykalna zmiana klimatu jest najmniejszym z nich. Wrogi ród Harkonnenów nie cieszy się z utraconej władzy i jest gotowy na wiele, aby ją odzyskać.

Nie wolno się bać, strach zabija duszę. Strach to mała śmierć, a wielkie unicestwienie. Stawię mu czoło. Niech przejdzie po mnie i przeze mnie. A kiedy przejdzie, odwrócę oko swej jaźni na jego drogę. Którędy przeszedł strach, tam nie ma nic. Jestem tylko ja.

Świat i historia Diuny są tak niesamowite, że nie sposób ich przedstawić w kilku zdaniach. Czytając książkę początkowo musimy się wdrożyć, zmienić swój sposób postrzegania rzeczywistości, otworzyć swój umysł... Nie trwa to zbyt długo, a dokonując tego Arrakis z koszmaru staje się niesamowitym światem. Frank Herbert oprowadza nas po nim ukazując jego różne oblicza, a my - podziwiamy, początkowo z lękiem, później - z coraz większym podziwem.
Zaczarowała mnie ta książka. O samym świecie w niej przedstawionym mogłabym długo opowiadać... To jest z całą pewnością bardzo mocny fundament utworu, na którym autor osadził różnorodne postacie i fabułę.

Głównym bohaterem jest Paul, który przybywa na Arrakis jako syn księcia Leto mającego objąć władzę nad planetą. Paul podczas akcji utworu przeradza się z chłopca w mężczyznę z krwi i kości. Jest to bardzo określona postać, która ma w sobie wiele uroku, którą tak naprawdę lubi się od początku do końca.
Mimo silnego Paula postaciami, które po prostu pokochałam są: książę Leto - jako mądry władca, ale i czuły mężczyzna - oraz Gourney Halleck, który oczarował mnie swoimi cytatami zawsze odpowiednimi do sytuacji (Któregoś dnia przyłapię tego człowieka na braku cytatu i będzie wyglądał jak bez gaci - książę o Gourneyu).

Fabuła utworu jest pełna akcji i z pewnością nie będziecie się nudzić czytając tę książkę.
Bardzo spodobał mi sie styl jakim książka jest napisana. Mimo wielu nowych słów (w których tłumaczeniu przyjdzie nam z pomocą słowniczek) książkę łatwo i szybko się czyta. Urzekł mnie charakterystyczny sposób zmiany punktu widzenia z jednego bohatera na innego. Dzięki temu możemy się poczuć jak byśmy zaglądali po kolei do umysłu każdego z nich i mimo że zmiany te są częste, zachodzą tak płynnie, że jest to czymś zupełnie naturalnym.

Powinna istnieć szkoła goryczy. Ludziom potrzeba ciężkiego życia i ucisku, żeby nabrali tężyzny psychicznej.

Polecam bardzo gorąco tą książkę - szczególnie wielbicielom fantastyki. Jest ona zupełnie niepowtarzalna i niesamowita, a w Arrakis chciałoby się zostać i żyć razem z Paulem... Klimat jaki panuje w tej książce jest czymś niezwykłym. Pierwszy raz, czytając, cieszyłam się, że nie jestem mistrzynią szybkiego czytania, tylko powoli słowo po słowie pochłaniam kolejne strony, bo u Herberta czułam się jak we własnym imaginarium. Z przyjemnością sięgnę po kolejne tomy cyklu żeby tam wrócić.

Opisz swe oczy, A ja opiszę serce twe. Opisz swe stopy, A ja opiszę dłonie twe. Opisz swe wieczory, A ja ci opiszę ranki twe. Opisz swe pragnienia, A ja ci powiem, czego chcesz.

671 STRON
4,8cm GRUBOŚCI

sobota, 16 lutego 2013

"W stronę architektury" Le Corbusier

Trzeba oczyścić nasze umysły z romantycznych pajęczyn. 
Trzeba przeczytać Le Corbusiera.
Trzeba zastanowić się nad jego dziełem.
Trzeba spojrzeć W stronę architektury.


Całkiem niedawno ukazało się polskie wydanie książki Le Corbusiera. Zaledwie osiemdziesiąt dziewięć lat po ukazaniu się oryginału; w sto dwudziestą piątą rocznicę urodzin autora możemy wreszcie poznać dzieło, którym od tylu lat zachwyca się cały świat.

Od razu muszę powiedzieć, że znienawidziłam polskie wydanie... Żeby było jasne - nie mam nic do przekładu (tym bardziej, że kompletnie nie znam francuskiego; podziwiam wszystkich, którzy się podjęli przekładu, gdyż z pewnością nie było to łatwe zadanie), oprawa graficzna całkiem mi się podoba (mimo faktu, że okładka nie ma szans utrzymać się na swoim miejscu zbyt długo), jednak...
Gdy otwieracie książkę, otwieracie ją po to, żeby przeczytać jej zawartość. Natomiast tutaj tekst Corbusiera poprzedza krótka nota edytorska (której się tam mogliśmy spodziewać) oraz Oczy Le Corbusiera, które ciągną się w nieskończoność i de facto książka zaczyna się na stronie CZTERDZIESTEJ PIERWSZEJ. Wkurza mnie to strasznie tym bardziej, że Oczy... pełnią tam funkcję... Właściwie to jaką? Drogi wydawco, co miałeś na celu umieszczając przed książką, którą publikujesz, tekst będący jej nie tylko genezą (to można by zrozumieć), ale również STRESZCZENIEM, w dodatku pełnym subiektywnych ocen?
Nie byłam w stanie przebrnąć przez ten tekst pełen CYTATÓW z książki, którą chciałam przeczytać, więc wróciłam do niego po lekturze. Jednak nadal wydaje mi się, że lepiej by było, gdyby tego tam nie było i (gdyby nie to, że nie jestem w stanie skrzywdzić książki) z chęcią pozbyłabym się tego własnymi rękoma.

Przechodząc wreszcie do treści książki...
Le Corbusier stworzył coś co może posłużyć się każdemu. Niezależnie od tego, czy jesteś architektem, interesujesz się architekturą, czy jesteś zwykłym człowiekiem nie przykładającym do niej zbyt wielkiej uwagi. Dla każdego znajdzie się tam odpowiednie przesłanie. Oczywiście jest ono absolutnie subiektywne i należy również pamiętać, że czasy, w których powstała książka bardzo różniły się od współczesnych, jednak jest to ciekawe spojrzenie na architekturę, które zainspirowało (a może nawet odmieniło życie) już wielu.
Dzięki Corbusierowi wzrosło moje zainteresowanie architekturą starożytnej Grecji. Wyobrażam sobie, że kiedyś tam pojadę, zobaczę to, co podziwiał Le Corbusier (i nie tylko on) i z jego książką w dłoni poczuję to piękno absolutne o którym pisze.

Mimo wszystko istnieje ARCHITEKTURA. Wspaniała, najpiękniejsza rzecz. Wytwór szczęśliwych narodów - to, co narody uszczęśliwia.
Szczęśliwe miasta posiadają architekturę. (...)
Jak dobrze byłoby jej w naszych domach! (...) Jak dobrze byłoby architekturze na ulicach i w całym mieście!

Autor porusza głównie problem mieszkań. Książka pełna jest marzeń o domach seryjnych oraz domu jako maszyny do mieszkania. Corbusier nawołuje do architektury użytecznej, funkcjonalnej. Bez niepotrzebnych ozdobników. "Style" to kłamstwo. Początkowo nie mogłam tego zrozumieć. Jak to? Mamy zapomnieć o wszystkich przez wieki wypracowanych rozwiązaniach? Czy te rozwiązania są błędne?! Muszę przyznać, że był to dla mnie lekki szok, ale czytając dalej pojęłam myśl architekta. Marzenie o wykorzystywaniu prostych brył, o funkcjonalności nade wszystko, pięknie prostoty, pięknie wytworu umysłu.
Początkowo czułam się rozczarowana książką. Nastawiałam się na coś wielkiego. Biblia nowoczesnej architektury...!- czytałam na portalach... Dopiero po przeczytaniu do końca zrozumiałam, że to jest coś wielkiego.
Prawdę mówiąc możemy wyrażać na temat tej książki wiele różnych opinii w zależności od własnych upodobań, jednak ma ona coś, czego nikt jej już nie odbierze: to, że wpisała się ona już dawno w historię architektury, przyczyniła do jej rozwoju, JEST jedną z najważniejszych pozycji architektonicznych, a Corbusier nie zostanie dzięki niej nigdy zapomniany.


Jeszcze mała rada na koniec dla tych, którzy jeszcze nie czytali, a zamierzają: proszę, zacznijcie od tyłu. Od listu Le Corbusiera do Charles'a L'Eplatteniera (żałuję, że znajduje się on na końcu, gdyż czytając go wcześniej pewnie łatwiej wdrożyłabym się w świat Corbusiera), a wywód pani Leśniakowskiej (Oczy Le Corbusiera) zostawcie sobie na deser.

317 STRON
1,6cm GRUBOŚCI