poniedziałek, 17 czerwca 2013

"Nie kończąca się historia" Michael Ende

Zdarzyło wam się kiedyś, że trafialiście, w rozmowie z przyjaciółmi, na jakieś zagadnienie z dzieciństwa, które było im powszechnie znane, a wy nie mieliście o nim zielonego pojęcia? Mi zdarza się to dosyć często i właśnie ostatnio w ten sposób trafiłam na Nie kończącą się historię. Jako, że mój umysl potrzebował trochę odpoczynku po poprzednich lekturach, postanowiłam nadrobić zaległości z dzieciństwa.

Można być przekonanym, że czegoś się pragnie - może latami - dopóki się nie wie, że pragnienie jest niemożliwe do spełnienia. Kiedy jednak człowiek staje przed możliwością, że marzenie nabierze kształtu, pragnie tylko jednego: żeby nigdy tego przedtem nie zapragnął.

[Ten cytat przypomina mi mój ulubiony cytat z Pamiętnika księżniczki: Człowiek musi bardzo uważać, kiedy sobie czegoś życzy, bo to życzenie może się spełnić.]
Po części tak też było ze mną i tą książką. Jestem przekonana, że gdyby trafiła ona do moich rąk... dziesięć lat temu, to byłabym zachwycona. Jednak aktualnie bardzo szybko zaczęła mnie męczyć i irytować.
Nie będę pisać o tym co mnie denerwowało i dlaczego, ponieważ to nie wina książki, ale nieodpowiedniego czasu, w jakim po nią sięgnęłam.

Mogę tylko patrzeć wstecz na to, co się już zdarzyło. Mogłem to przeczytać, kiedy to zapisywałem. I wiem o tym, ponieważ to czytałem. I zapisałem to, ponieważ się zdarzyło. Tak Nie Kończąca Się Historia pisze się moją ręką sama.

Podczas lektury jednak zaczęłam sie zastanawiać jak wyglądałaby moja Fantazjana, gdybym to stała na miejscu Bastiana. Jaki świat wykreowałaby moja wyobraźnia i czy udałoby mi się uniknąć błędów, jakie popełnił chłopiec...

Nic nie daje większej władzy nad ludźmi niż kłamstwo.

Świat Fantazjany jest piękny, magiczny, daje nieograniczone możliwości i pomaga stać się lepszym człowiekiem. Myślę, że, zgodnie ze słowami starca z księgarni - Jest mnóstwo wrót do Fantazjany (...). Jest dużo więcej takich zaczarowanych książek. Wielu ludzi wcale tego nie zauważa. Chodzi po prostu o to, kto taką książkę dostaję do ręki. - każda książka, po którą sięgamy jest wyjątkowa i to tylko od nas zależy jak ją przeżyjemy i co z niej wyniesiemy.

Ale to jest już inna historia i opowiemy ją innym razem.


442 STRON
3,6cm GRUBOŚCI

czwartek, 13 czerwca 2013

"Zycie Pi" Yann Martel

Wiem, czego pan chce. Chce pan opowieści, która nie będzie pana zaskakiwać. Która potwierdzi to, co pan już wie. Która nie zmusi pana do patrzenia wyżej, dalej czy inaczej.

Sięgając po tą książkę nie sądziłam, że przypadnie mi ona do gustu. Spodziewałam się kompletnie nudnej, nierealnej opowieści o chłopcu, który przeżył X dni na otwartych wodach w szalupie z tygrysem bengalskim. Sami widzicie jak to brzmi. Bzdury wyssane z palca...
No, ale pomyślałam sobie, że będę twarda, jakoś przez to przebrnę i zaśmieję się nad podziwem, jaki otacza tą publikację...

Jest prawdą, że ci, których spotykamy, mogą nas zmienić, i to czasami tak gruntownie, że nie jesteśmy już tymi samymi ludźmi, nawet z nazwiska.

Muszę wam powiedzieć, że ta książka jest absolutnie fantastyczna! Jednak nie pod względem fantastyki w niej zawartej, bo takiej tam nie ma. Wszystko to, co zostało opisane na kartach tego utworu zdarzyło się naprawdę. Nie wierzycie mi? Mam nadzieję. Mam nadzieję, że sami zechcecie się o tym przekonać.

Wybierając zwątpienie jako filozofię życia to tak, jak wybrać bezruch jako sposób przemieszczania się w przestrzeni.

Życie Pi zaczęło mnie zaskakiwać już na samym początku i nie przestało aż do końca. Nie spodziewałam się takiej obecności zoologii i religii w utworze i bardzo szybko zorientowałam się, że ta książka kompletnie nie odpowiada moim wyobrażeniom.
Jeszcze zanim Pi trafił do szalupy, zanim miał cokolwiek wspólnego z oceanem, informacje, historia zawarta w książce daje dużo do myślenia. Pozwala nam poznać inny pogląd na sprawy, które są częścią naszego życia, uświadamiają nam, że nie wszystko jest takie jak nam się wydaje. A my, mimo że często mamy blade pojęcie o niektórych sprawach, nie wahamy się stanowczo wypowiadać na ich temat.

Głównym polem bitwy o Dobro nie jest otwarta, publiczna arena, ale niewielka polanka w każdym ludzkim sercu.

Jednak Życie Pi to nie tylko lekkie opowieści o zwierzakach, wierze... ale, przede wszystkim, historia o walce człowieka z samym sobą. O zmaganiu się z przeciwnościami losu i nie poddawaniu się nawet, gdy wydaje się, że wygasła już ostatnia nadzieja. O życiu rozbitka, który znalazł się w sytuacji, z której nie ma dobrych i złych wyjść, w której każda decyzja jest trudniejsza niż poprzednia, w której może liczyć tylko i wyłącznie na siebie.

Niektórzy z nas poddają się od razu z westchnieniem rezygnacji. Inni jeszcze trochę walczą, ale szybko tracą nadzieję. Jeszcze inni - i ja do nich należę - nie poddają się nigdy. Tacy jak ja walczą, walczą, walczą do końca. Walczą, nie bacząc na koszty, na ponoszone straty, na znikome prawdopodobieństwo powodzenia. Walczą do samego końca.

Nieczęsto sie zdarza, ze cenie sobie jakąś książkę tak wysoko. Jeśli istniałaby na tym blogu jakaś skala punktowa, temu utworowi, z całą pewnością i przekonaniem przyznałabym bez wahania maksymalną liczbę punktów. Jednak, z drugiej strony, jest to książka, której nie potrafię jednoznacznie ocenić, bo jak można oceniać zapis cudzego życia?

- 1 chłopiec w kompletnym, jeśli nie liczyć zgubionego buta, lekkim ubraniu
- 1 hiena cętkowana
- 1 tygrys bengalski
- 1 szalupa
- 1 ocean
- 1 Bóg


341 STRON
1,8cm GRUBOŚCI

poniedziałek, 10 czerwca 2013

"Wyznania gejszy" Arthur Golden

Słysząc słowo gejsza jeszcze niedawno przed oczami miałam zaledwie widok Japonki ubranej w kimono; z białą twarzą, czerwonymi ustami i kokiem na głowie. Nic więcej nie wiedziałam o gejszach i nigdy szczególnie mnie to zagodnienie nie interesowało, jednak trafiłam na Wyznania gejszy i moje horyzonty znacznie się poszerzyły.

Rankiem, tuż po przebudzeniu gejsza jest normalną, zwykłą kobietą. Ma spoconą twarz i nieświeży oddech. Jeśli nawet śpi na drewnianym wałku i włosy ma upiętę w kunsztowną fryzurę, niczym nie różni się od innych ludzi. Na pewno nie jest gejszą. Zmienia się dopiero wówczas, gdy siada przed lustrem. I nie chodzi tylko o majkijaż. W tejże chwili zaczyna inaczej myśleć.

Książka przedstawia życie Sayuri, córki rybaka, która nie miała zostać gejszą. Jej wychowanie wyglądało zupełnie inaczej, w ubogiej rodzinie, w wiosce rybackiej. Jednak życie małej Chiyo radykalnie zmienia się przez śmiertelną chorobę matki. Trafia ona do jednego z okiya - domu gejsz - w Gion. Tutaj zaczyna się dramatyczna, pełna cierpień historia, w której jednak nie brakuje również dobroci. Dowiadujemy się jak wyglądała nauka Chiyo; jak z prostej wieśniaczki, stała się jedną z najbardziej znanych gejsz.

Czymże w końcu jest życie jak nie wiecznym sztormem, który zgarnia wszystko, co nam na chwilę dane, i zostawia na brzegu tylko nagie i poszarpane szczątki?

Powiem szczerze, że nie spodziewałam się, że ta książka przypadnie mi do gustu. Myślałam, że będzie to nudna, niekończąca się opowieść na temat, który mnie zupełnie nie intereuje. Bardzo szybko okazało się jednak, że książka mnie wciągnęła. Opowieść snuta jest w bardzo ciekawy i dość lekki sposób, tak, że już po kilku stronach odnajdujemy się w rzeczywistości Chiyo/Sayuri, a w dodatku, poza ciekawą historią dowiadujemy się bardzo dużo na temat życia gejsz, ich codzienności, marzeniach, cierpieiach. Jest więc to nie tylko ciekawy utwór do poczytania dla zabicia nudy, ale również (a może nawet przede wszystkim?), źródło cennej wiedzy, która lepiej pomoże nam funkcjonować w otaczającym nas świecie.

Zwątpienie to najprostsza droga do przegranej. Ludzie są równi - naprawdę równi - tylko wtedy, gdy każdy z nich mocno wierzy w siebie.

Wyznania gejszy polecam wszystkim, nawet tym niezainteresowanym tematem. Być może, tak jak w moim przypadku, zainteresuje was ta historia, a z całą pewnośią poszerzycie swoje horyzonty i docenicie wolność, jaką cechuje sie wasze życie.

Smutek to najdziwniejsze z uczuć; czyni nas bezradnymi. Jest jak okno ktwarte wbrew naszej woli - przy nim można wyłącznie dygotać z zimna. Z czasem jednak otwiera się rzadziej i rzadziej, aż wreszcie całkowicie stapia się z murem.

A wszystkim fanom kina polecam ekranizajcję. Nie dowiecie się z niej tyle ile z książki, jednak, moim zdaniem, jest to bardzo dobry film. Chociaż śmieszy mnie w nim fakt, że akcja dzieje się w Japonii, oni piszą po Japońsku, a mówią po angielsku. No, ale przecież w Amerykańskich filmach nawet UFO mówi po angielsku ;).


Marzenia są niebezpieczne: parzą niczym ogień i czasami potrafią spalić.


464 STRON
2,8cm GRUBOŚCI