wtorek, 22 października 2013

"Tylko jedno spojrzenie" Harlan Coben

Dziecino, nawet twoje najlepsze wspomnienia z czasem zblakną jak atrament.

Grace Lawson, jest szczęśliwą matką i żoną. Jej ustabilizowane życie wydaje się być bajką. Jednak, jak powszechnie wiadomo, wszystko co dobre szybko się kończy. Grace podczas wizyty w photomacie odbiera zdjęcia swojej rodziny, pośród których znajduje jedno, którego nie powinno tam być. To jedno zdjęcie, diametralnie zmienia jej życie, rozpoczyna serię przykrych zdarzeń, które prowadzą Grace z powrotem do tragicznych zdarzeń jej młodości...

Wychował się w społeczeństwie gloryfikującym władzę mężczyzn i uległość kobiet, ale zawsze uważał to za pobożne życzenia. Kobiety są twardsze. Mniej przewidywalne. Lepiej znoszą ból (...). A kiedy trzeba chronić najbliższych, potrafią być o wiele bardziej bezwzględne. Mężczyźni mogą poświęcić życie, kierowani męską brawurą, głupotą lub nieuzasadnioną pewnością siebie. Kobiety potrafią je poświęcić, nie łudząc się.

To dopiero moje drugie spotkanie z Cobenem i ciągle pragnę więcej i więcej. Dawno nie wciągnęła mnie książka, tak jak zrobiło to Tylko jedno spojrzenie. Nie chcę uogólniać, bo koniec końców mam jeszcze niewielkie doświadczenie w tym temacie, ale wydaje mi się, że sięgając po Cobena, sięgamy po pewnik. Możemy mieć pewność, że nas nie zawiedzie.

Może kiedy wszystko zostało już powiedziane i przesądzone, chcę się łudzić, że jestem człowiekiem.

Historia intryguje już od pierwszej strony. Jak za sprawą jednego głupiego zdjęcia, może się tyle stać? Co tak naprawdę się za nim kryje? Może lepszym pytaniem jest - kto, tak naprawdę się za nim kryje?

Książkę czyta się bardzo szybko, wręcz pochłania, coraz mocniej pożądając prawdy. Intryga, zbudowana przez autora, jest niesamowicie wielowarstwowa i niebanalna. Zastanawiam się, jak on to robi, że w jego głowie rodzą się takie pomysły. Oczywiście - już na wstępie - można sobie podarować szukanie rozwiązania na własną rękę, jednak umysł i tak będzie kombinował i kombinował, ale czy odnajdzie rozwiązanie? Pokusiłabym się o stwierdzenie, że to niemożliwe.
Oprócz tego, że szybko, utwór czyta się bardzo przyjemnie. Nie musimy co chwilę przerzucać kartek i sprawdzać kto to był ten, albo tamten... Cała akcja toczy się w bardzo naturalny sposób i wszystkie potrzebne nam informacje wprowadzane są tak, że bardzo łatwo rozeznać się w obecnej sytuacji.

Co do bohaterów jestem pod ogromnym wrażeniem kreacji Jacka Lawsona, mimo że tak naprawdę nie mamy okazji, podczas lektury, obcować z nim bezpośrednio. Jednak moją sympatię wzbudziła również Charlaine Swain, bo bardzo podobał mi się jej sposób myślenia i analizowania sytuacji w jakich się znajdowała.
Grace, główna bohaterka, prezentuje się również w bardzo dobry sposób, jednak tutaj wygrywa po prostu moje zamiłowanie do doceniania bohaterów kolejnych planów. Grace jest, jak dla mnie, może po prostu trochę zbyt idealna. Może trochę. A może po prostu jej zazdroszczę.

Nigdy nie wiemy wszystkiego o tych, których kochamy. I może, jeśli dobrze się nad tym zastanowić, nie wiemy wszystkiego nawet o nas samych.

No i w końcu najważniejsze: zakończenie. Albo raczej Zakończenie. Kompletny majstersztyk. Zwaliło mnie z nóg. Sprawiło, że po zamknięciu książki siedziałam dobrą chwilę ze wzrokiem utkwionym w dal i myślałam.

Właśnie o to chodzi wszystkim medytującym artystom - starają się nudzić tak strasznie, żeby natchnienie samo musiało przyjść, choćby mechanizm obronny przed utratą zmysłów. 

399 STRON
2,3cm GRUBOŚCI

poniedziałek, 21 października 2013

"Sprzedawca broni" Hugh Laurie

Jak tylko usłyszałam o powstaniu Sprzedawcy... zechciałam go przeczytać. Do książki przyciągnęło mnie, oczywiście, nazwisko autora - jak zapewne zdecydowaną większość czytelników. Hugh zaimponował mi swoimi umiejętnościami aktorskimi, ale również czytając różnego rodzaju publikacje z nim związane (m.in. wywiady) miałam wrażenie, że jest niesamowicie interesującą postacią. O jego książce przypomniałam sobie całkiem niedawno i - właściwie przypadkiem - zakupiłam jeden egzemplarz.
Szybko zaczęłam czytać, przygotowana przez wszelkiego rodzaju recenzje, na ciekawie spędzony czas. Tymczasem, odnoszę wrażenie, że jestem jedynym człowiekiem na świcie, który nie zapałał miłością do tej propozycji.

Ból to coś, co sam sobie zadajesz. Inni ludzie coś ci robią - biją cię, dźgają nożem albo próbują złamać ci rękę - ale jeżeli odczuwasz przy tym ból, to już twoja wina. Dlatego (...) człowiek jest zawsze w stanie powstrzymać ból. 

Sprzedawca broni opowiada o Thomasie, który przypadkowo znajduje się w centrum światowego... przekrętu, konfliktu? Hm.. Chyba raczej po prostu nagle zrywa ze świata część takiej niewidzialnej i cienkiej otoczki sprawiającej wrażenie, że wszystko jest w porządku i odkrywa, jak wielki bałagan się pod nią kryje. A wszystko zaczyna się od otrzymania zlecenia na zabójstwo, które Thomas odrzuca, próbując dodatkowo ostrzec domniemaną ofiarę.

Bardzo podobała mi się postać głównego bohatera oraz język jakim operuje autor. To zdecydowanie największe plusy tej książki, bez których nie warto byłoby zwracać na nią uwagę. Sprzedawca... jest przesycony wyśmienitym poczuciem humoru. Nie raz i nie dwa czytając książkę zaczynałam się śmiać. Thomas Lang, z kolei, wykreowany został na człowieka, który potrafi odnaleźć się niemal w każdej sytuacji, a jego inteligencja momentami powalała mnie na kolana. Również to trzeba przyznać tej książce: niektóre sceny są prawdziwym arcydziełem.

I wszystko byłoby idealnie gdyby nie ten ogólny sens. Jak myślę o Sprzedawcy fragmentarycznie to uznaje go za bardzo dobrą pozycję. Jednak, gdy zaczynam się nad nim zastanawiać w zarysie ogólnej fabuły... Jakoś ciężko składa mi się to wszystko w całość. Niby jest ok, ale... Zostaje jakiś taki niedosyt. I to zakończenie, które kompletnie było nie takie, jakie bym tutaj widziała. Może tak miało być. Może taki był cel, jednak jak dla mnie, akurat w tym przypadku, sensowniejsze byłoby to przeidealizowane, cukierkowe, które staram się zawsze omijać.

Tak więc, podsumowując, jest to dobra książka. Warto po nią sięgnąć, aby przyjrzeć się sposobowi kreowania zdań, emocji, opisywania danych sytuacji... Jednak pod względem całościowym, trochę się rozczarowałam.

Zakończenie wypowiedzi słowami i kropka nie czyni jej niepodważalną.

414 STRON
2,6cm GRUBOŚCI

____
Tak długo mnie tutaj nie było... Szczerze mówiąc nawet nie wiem dlaczego. Mam mnóstwo recenzji do napisania - bo to nie tak znowu, że nic przez ten czas nie czytałam - tylko jakaś blokada pisarska mnie dopadła. Jednak czytając Sprzedawcę zatęskniłam za dzieleniem się swoimi opiniami z innymi (chociaż z tą akurat pewnie niewiele z was się zgodzi, no ale przecież nie o to w tym chodzi (: ). 

Mam nadzieję, że uda mi się przynajmniej do końca roku udzielać się tutaj bardziej regularnie i nadrobić zaległości.
Podziwiam wszystkich wytrwałych bloggerów i pozdrawiam ;)